Bezsenność
Ciemności obległy świat - oto środek nocy.
Urojony strach przybrał postać, kroczy
ku mnie. Mija szafę, stary fotel, stertę kocy.
W mroku widzę, czego nie ma! Jego oczy.
Tak ogromne jak okrągłe. Beznamiętne.
Patrzą we mnie jak w ofiarę, jak w obrazek.
Tak ciemnoniebieskie jak puste i mętne,
niewidzialne, w mroku skryte - bez wyrazu.
Głos zza okna, kolejny wytwór wyobraźni.
Uosobiony strach rozwiewa się. Znika.
Nasłuchuję odgłosów, szmer każdy nerw drażni,
nęka torturą umysł. Cisza. Tylko zegar tyka.
Podkrążone oczy. Białka przekrwione.
Cień. Resztka człowieka. Mizerne oblicze.
Znów następnej doby bez snu nadciąga koniec,
która to już? Kolejna! Nie wiem, nie liczę.
Więcej zwidów niż jawy zmęczonym okiem
widzę. Czemu nie śpię, co się dzieje?
Czym opętany? Czym stał się jednością z mrokiem?
Nie wiem. Sen czarnonocni ukradli złodzieje.
pokaż komentarz autoraukryj komentarz autora
Jeden z moich pierwszych utworów a z roku około 2005. Jeszcze długi, swój drobny udział w korekcie miał mój ówczesny polonista pan Tadeusz H. Tematycznie da się zauważyć nie tylko w tym jakieś zainteresowanie m(h)rokiem którego nie potrafię wyjaśnić, ot fascynacją ciemnością.