25 grudnia 2006


<Taiffun> prolog
<Taiffun> dawno takich tlumow nie widzieliscie
<Taiffun> poupychani w zawijasach uliczek sklepikarze z wszelkim mozliwym tandectwem wciskaja swoje wyroby ludziom
<Taiffun> nad barwnym wesolym tlumem unosi sie muzyka piszczalek, ogolny halas wzmagaja pokrzykiwania
<Taiffun> Kult Badiasza, srogiego boga moralizatora ma wlasnie jedno ze swych najwiekszych swiat
<Taiffun> slyszeliscie co prawda historie o hucznych swietach zachodu, ale to co widzicie przechodzi wszelkie pojecie
<Taiffun> schowani w ustronnym miejscu czekacie na tego kto was tu sprowadzil
<Taiffun> w zalomie miedzy uliczkami gdzie nikt nie chodzi, a slonce ledwo dociera panuje przyjemny chlod
<Taiffun> nawet ciszej tu, zalomy murow chronia was przed halasem
<Taiffun> <po prologu, mozna grac>
<Dentor> Zdaje sie ze, ktos postanowil wystawic nasza cierpliwosc na probe
<Nelwo> *poprawia szable u pasa* Ilez jeszcze?
<Semele> Długo on nam każe tu czekać?
<Taiffun> ludowe piosenki i dzwieki skleconych z byleczego instrumentow, to najglosniej daje o sobie znac
<Taiffun> w koncu zjawia sie, poznajecie jego twarz
<Taiffun> maly pucaty karzel, ale czlowiek
<Taiffun> w habicie
<Semele> no w koncu - mówi cicho pod nosem
<Taiffun> kto by pomyslal ze ktos taki moze rzadzic calym duchowym zyciem kultu badiasza
<Nelwo> *usmiecha sie na widok czlowieka*
<Taiffun> przed soba macie to male stworzenie, nie wyglada zbyt dostojnie, poeta powiedzialby ze turla sie ku wam
* Dentor omiata wzrokiem przybysza
* NPC is now known as Bern
* Amon z bezpiecznej odległosci przypatruje się to przybyszowi, to reszcie grupy
<Bern> witajcie, witajcie!
<Nelwo> *skina lekko glowa*
* Bern podaje kazdemu z was po kolei reke trzesac chwile, a swoje wyciagajac jak dla niego- wysoko
<Semele> witaj
<Dentor> Witaj
* Amon milczy
<Bern> a wiec ten tego... jest problem
* Bern ma smieszny nosowy glos
<Bern> brat Ibrah zniknal
* Dentor przypatruje sie Bernowi
<Nelwo> *mruknol cos cicho*
<Bern> mial zajac sie czolowymi przygotowaniami do najwazniejszego dnia obchodow, ktory przypada jutro
<Bern> i najwazniejsze, wyglosic kazanie
<Semele> Hmmm ja nie widzę problemu, niech go ktos zastapi?
<Dentor> Zdaje mi sie ze to moze byc jakas wojna kultow
<Nelwo> *krzyzuje rece na piersi wpatrujac sie w Berna*
* Bern zrzuca kaptur i fdrapie sie po pomarszczonej lysinie
<Amon> kosciół mnie ma własnego zbrojengo ramienia?
<Bern> ano nie...
<Dentor> lub Badiasz pouczyl kogos kto pouczany byc nie lubi
<Bern> a ten tego... zastepstwo nie wchodzi w rachube, brat Ibrah zdobyl sobie lokalna slawe w tym miasteczku
<Bern> ludzie wyczekuja jego, nie mozemy splamic honoru naszego kosciola
<Nelwo> Czyli mam rozumiec ze mamy go znalesc?*mowi glosno*
* Bern kiwa energicznie glowa
<Amon> będzie trzeba walczyć?
<Dentor> Ale musimy jasno postawic kilka spraw... przede wszystkim zaplata
* Amon niepewnie chwyta za rękojesć krótkiego miecza u boku
<Nelwo> *spoglada po towarzyszach i podchodzi do Berna)
<Semele> Ale sa jakie slady po jego zniknięciu? Miał jakis przeciwników? Czy jakis wrogi kosciół?
<Nelwo> *Kuca przy czlowieku* Wlasnie wlasnie Dentor dobre pytanie
<Bern> no wiec ostatnio go widziano u niego w namiocie, a potem... chlup, jak kamien w wode
<Semele> Nikt nie znika jak kamieć w wodę...
<Amon> nikt go nie odwiedzał, nikt nie przychodził? macie w ogóle straże?
<Bern> nie mamy straznikow, nigdy nikt nie byl atakowany!
<Dentor> Moze stwierdzili ze idzie kontemplowac piekno przyrody
<Nelwo> rozwazania przed kazaniem?
* Semele patrzy z niedowierzaniem na towarzyszy
<Dentor> Odpowiedzcie lepiej na pytanie Semele
<Bern> siedmiogodzinne? <chrypi z przejecia>
<Dentor> Czy mial jakichs wrogow, albo jakis wrogi kosciol chcialby wam zaszkodzic
<Nelwo> i za ile *dodaje*
<Bern> ile chcecie <cicho>
<Dentor> i za ile <przytakuje>
<Nelwo> *gladzi podbrudek*
<Dentor> Koscioly sa bogate, zatem... co laska <usmiecha sie>
<Amon> albo komu zależałoby na uspadku popularnosci tego miasta? Rywalizacja pomiędzy takimi miescinami jest mi znana...
<Semele> hmmm intrygujace
<Semele> czy człowiek może być aż tyle wart?
<Bern> nic mi nie wiadomo o wrogach...
<Bern> kult zdecydowanie dominuje w okolicy
<Dentor> A wladze?
<Dentor> nie krytkowaliscie moze politykow?
<Dentor> Ktorys radny mogl sie poczuc urazony
<Dentor> jesli braciszek nieco go zbesztal na ambonie
* Bern kreci przeczaco glowa
<Semele> Powiedz mi Bernie czy pozatym, że ów człowiek był lokalnym hmmm autorytetem, sa jakies jeszcze szczególne powody aby ktos chciałby go porwac?
<Dentor> Hmm... Moze obejrzelibysmy ten namiot?
<Amon> nie lepiej zaczać od jego namiotu?
<Amon> sorrki, nie zauważyłem Dentora))
<Dentor> lag byl pewnie))
<Bern> tak, tak <rusza uliczka i macha reka zebyscie poszli za nim do namiotu>
* Semele wzdycha cieżko i idzie za Bernem
<Dentor> Hmm... Wciaz w sumie zostala kwestia wynagrodzenia... <rusza za Bernem>
* Amon idzie na końcu
<Nelwo> *przeciera herb na szacie i rusza za czlowiekiem*
* Semele oglada się na towarzyszy
* Amon poprawia prosty skórzany kaftan, stara się zakryć kilka dziur
* Bern przedziera sie sprawnie przez tlum manewrujac niekiedy schylony w kapturze pod nogami ludzi
<Nelwo> Co za tlumy*wzdycha*
* Semele przedziera się przez tłum za Bernem
* Dentor spokojnie wynajduje przejscia w tlumie starajac sie nie zgubic Berna
* Bern czeka na was po drugiej stronie przy murze obronnym wewnatrz miasta
* Bern wspina sie na glaz zebyscie go widzieli
<Semele> Nelwo jak myslisz... czemu ten ich człowiek jets taki ważny?
* Amon wpada na jakiegos człowieka i się przewraca, po chwili wstaje
<Nelwo> Proste. Skoro ma wyglaszac kazanie na tak waznym swiecie
<Nelwo> to musi byc kims waznym
<Semele> Ale... no nie wiem...
<Taiffun> Amon, slyszysz jak czlowiek ktory przewrocil sie z toba krzyczy wnieboglosy gdy ktos nastapil mu na reke, tlum szybko sie rozstepuje
<Semele> Jakos wielkie kulty religijne tego typu nigdy nie był dla mnie zrozumiałe...
<Dentor> Hmm... A jesli braciszek spanikowal i uciekl?
<Nelwo> Ja to widze tak. Albo ktos jest wazny albo jest nikim, po co to rozdzielac i dociekac?
<Amon> ruszamy dalej?
<Semele> Masz bardzo ograniczone widzenia towarzyszy...
* Bern widzac ze jestescie przy nim wszyscy wskazuje na sciezke wzdluz muru
<Bern> to skrot, za mna, dojdziemy na pole namiotowe przyjezdnych kaplanow
<Nelwo> Moze*wzrusza ramionami*
<Dentor> Hmm... Coz za organizacja
* Dentor rusza sciezka
* Semele idzie za reszta
<Nelwo> Przynajmniej nie przez te tlumy*idzie za Semele*
* Amon rusza za reszta
<Taiffun> kilkadziesiat krokow spaceru wzdluzu muru znajdujecie sie juz wsrod stozkowatych namiotow
<Dentor> Ktory nalezy do zaginionego braciszka?
* Semele rozglada się po polu namiotowym
* Bern odlicza kilka namiotow po czym kieruje sie do stojacego najblizej muru
* Bern wlazi do niego i zostawia za soba odsloniete wejscie
* Dentor wchodzi do namiotu
* Amon staje przy namiocie i rozglada się dookoła
<Nelwo> *rusza do namiotu puszczajac Semele przodem*
<Taiffun> w namiocie widzicie dywanik, stolek, torbe z jakims proszkiem
<Semele> ermmm
* Semele wchodzi do namiotu
<Nelwo> wiecie w razie pulapki :) ))
<Semele> małpa ;P ))
* Dentor podnosi torbez z proszkiem
<Dentor> Coz to?
<Taiffun> Amon, namiot stoi bardzo blisko muru, wkolo porozstawiane sa mu podobne z bladego plotna
<Nelwo> *przyglada sie dywanikowi*
* Amon wchodzi jako ostatni, a raczej staje w drzwiach
<Amon> tj. w wejsciu))
<Bern> to maka, pozywny pokarm postny
<Dentor> Hm... Spodziewalem sie bardziej jakichs ziol halucynogennych
* Dentor rzuca woreczek na stolek
* Semele przyglada się ukradkiem Amonowi
* Bern wygrzebuje z torby takze buklak wody
<Semele> Wyglada na to że nie żyjecie bardzo rozrzutnie...
<Taiffun> Nelwo, dywan jest w paski, czerwono czarny
<Dentor> Na takim pozywieniu Brat Ibrah zapewne zaslabl gdzies gdy udal sie na spacer
* Amon udaje że nie widzi Semele i rozglada się po namiocie
<Semele> Z tym że ja nie widzę tu nic nadzwyczajnego
<Taiffun> po dwoch stronach zdobiony szarpanymi fredzlami
<Taiffun> nie wyglada zbyt ladnie
<Nelwo> *kreci glowa* bardzo skromnie
<Amon> taki ważny człowiek też mieszkał w takim namiocie?
<Dentor> Brat Ibrah musial byc bardzo pobozny, zdaje sie ze dywanik to luksus
<Bern> wykluczone, Ibrah nie wychodzil stad, mial skupic sie przed kazaniem
<Semele> A może wiesz gdzie się udawał zazwyczaj aby sie wyciszyć?
<Amon> nie ma dziennika, notatek, innych papierzysk?
* Bern kreci glowa dziwiac sie o czym wy w ogole mowicie
<Semele> dziwne...
<Nelwo> Dentor taki dywanik?
<Dentor> hm... *rozglada sie*
<Dentor> Jak saidzcie
<Dentor> czy mozna wywnioskowac z tego... namiotu
<Dentor> czy odbyla sie tu jakas walka?
<Nelwo> Raczej nie wyglada
* Semele patrzy w górę na sufit namiotu
<Amon> tu nic nie ma, więc jest to możliwe...
<Semele> Raczej nie...
<Amon> w sensie nie ma co zniszczyć
<Dentor> Hmm moze ktos tu bywa
<Semele> mógł go po prostu wyniesć
<Amon> może braciszek się zdrzemnał...
<Semele> ale to nie walka...
<Dentor> i wie czego tu moglo brakowac/
<Taiffun> Semele, u gory wisi sobie cos malego
<Nelwo> *podnosi kant dywaniku by zobaczyc co jest pod nim*
* Semele wyciag reke w kierunku tego czegos - co to?
<Taiffun> Nelwo, dywanik nie wytrzymuje w tym momencie ciezaru taboretu, ten spada gdzies w dol w otwor pod dywanem
<Taiffun> slyszycie jak po niedlugim locie obija sie o ziemie
<Nelwo> *wstaje powoli*
<Dentor> Interesujace
<Amon> no proszę... gdzie mógł się udać braciszek?
* Semele odwraca zwrok od przedmoitu i patrzy w dziurę - to dopiero niespodzianka
<Taiffun> Semele, masz w reku jakies paciorki i muche w bursztynie
<Nelwo> Kto pierwszy?*spoglada w dziure*
<Amon> nie liczcie na mnie
* Semele chowa znalezisko do torby
<Taiffun> cieeemnoe tam
<Dentor> Hm... macie line?
<Semele> tak
<Dentor> Na ciemnosci cos moznaby zaradzic
* Semele wyciaga line z worka
* Bern stoi niemrawo, zastanawia sie czemu do odkrycia tego potrzebowal; was
<Semele> Proszę Cię bardzo...
* Dentor mruczy 'crea ix' i na wyciagnietej dloni powoli materializuje sie swietlna kulka
<Nelwo> A! Chwileczke panowie
<Nelwo> i panie*dodaje patrzac na Semele*
<Dentor> *delikatnie popycha ja w kierunku otworu*
* Amon patrzy z zachwytem na swiatełko Dentora
<Nelwo> Za ile*pyta powoli*
<Bern> za ile chcecie?
* Semele rozwija kawałek liny...
<Dentor> *swiatelko powoli zaglebia sie w dziure, rozswietlajac mroki*
<Nelwo> Brygada narada
<Amon> 50 złotych monet na głowę
<Nelwo> a tam 50
<Dentor> Mysle ze 300 to minimum
<Taiffun> Dentor, trzy metry nizej widac lezace krzeselko
<Amon> nie znam się zbytnio na walutach...
<Dentor> Niezbyt wysoko
<Dentor> ale nie wiadomo co tam jest
<Nelwo> sadze ze 100 na glowe
<Semele> Hmmm więc trzeba to sprawdzić...
<Nelwo> no i pokrycie sprzetu
<Dentor> Z okazji swieta kosciol ma spore wplywy. 300
<Nelwo> polerowanie miecza
<Bern> 77 na glowe
<Nelwo> zszywanie ewentualnych dziur w ubraniach
<Semele> Pokłócice sie może o to potem?! - rozglada się za miejscem gdzie możnaby przyczepić linę...
<Nelwo> 77?
<Bern> 77
<Dentor> Bracie Bernie. nie badzmy malostkowi. 100
<Bern> 308 do podzialu
<Semele> Dalczego akuart... tak?
<Nelwo> 85 zeby latwo sie liczylo
<Bern> komu liczy sie trudno?
<Nelwo> mowie 85
<Nelwo> im szybciej sie dogadamy
<Nelwo> tym szybciej ruszymy
<Dentor> i odnajdziemy Brata Ibraha
* Amon liczy cos na palcach ale rozgladajac się nerwowo po reszcie natychmiast przestaje
<Nelwo> a tak to bedziemy walczyc o 8 zlotych monet
<Bern> 88 na glowe, ale musi do wschodu sie znalezc
<Nelwo> to 99
<Taiffun> aktualnie jest wczesne popoludnie
<Dentor> Jak zwykle malostkowi... Przystajemy na 88?
<Semele> Taaa...
<Amon> ja nie mam nic przeciw
<Nelwo> ale zaplacisz za polerowanie miecza?
<Bern> Nelwo, widze ze masz gdzies lepsze zrodlo dochodu. Nie bede Cie zatrzymywal...
<Dentor> Ja mam dosc targow, zatem takze przystaje
<Dentor> Nelwo?
<Nelwo> Niech bedzie
<Bern> 88 na glowe, poza Nelwem ktory chcial 85 i ktoremu honor nie pzowala wziasc wiecej
<Dentor> Swietnie. Semele masz jakis pomysl gdzie moznaby przywiazac line?
<Nelwo> musi byc 88 bo 85 pecha przyniesie
<Dentor> Moze zlozymy namiot i przywiazemy ja do murow?
* Bern podaje reke Nelwowi
<Nelwo> *odwraca sie do dziury*
<Bern> oczywiscie
<Nelwo> Aha no tak
<Semele> Nie mam pojęcia...
<Nelwo> *podaje dlon i sciska mocno*
* Semele rozglada się
<Bern> czekam tu
<Dentor> Bracie Bernie, mysle ze twoim obowiazkiem bedzie zapewnienie nam
<Nelwo> Jakas zaliczka na ekwipunek?
* Bern wychodzi z namiotu
<Bern> tak?
<Bern> <nim wyjdzie>
<Dentor> spokojnej pracy i pilnowanie by nikt sie nie zblizal do dziury
<Bern> dobrze
* Amon patrzy czy jeden z kołków na zewnatrz jest w miarę solidnie wbity
<Amon> kołek od namiotu))
<Semele> hmmm
* Bern zasuwa kotare, wejscie do namiotu
<Nelwo> *patrzy na kolek*
<Nelwo> moze wbijemy cos innego?
<Taiffun> Amon, namiot jest tu chyba wbity na stale od dluzszego czasu... jest jak przytwierdzony do ziemi!
* Semele rzuca linę Dentorowi i wyjmuje paciorek z torby przygladajac mu się
* Dentor chwyta line
<Dentor> mysle ze mozemy sprobowac z kolkiem
* Dentor wybiera jakis solidnie wygladajacy i przywiazuje line do niego
<Semele> ale ty schodzisz pierwszy... - mruczy przygladajac się musze
<Nelwo> mam nadzieje ze sie nie ubrudze... dawaj line
<Semele> czy jak się odmienia słowo mucha -_-))
<Dentor> Nie ma sprawy
<Taiffun> dobrze odmienilas ;)))
* Dentor ciagnie przywiazana line sprawdzajac czy trzyma
* Semele przywiazuje paciorek do paska i patrzy na Dentora
<Dentor> trzyma?))
<Semele> okaże się ;P))
<Taiffun> kolek od namiotu?))
<Dentor> lina przywaizana do kolka...))
<Taiffun> rozumiem ze od namiotu, napisalbys JAKIEGO, nie tylko ja tu musze opisywac))
<Taiffun> gdy szarpiesz, wytrzymuje to
<Amon> a sa jakies inne kołki?))
<Dentor> pisalem wyzej ))
<Taiffun> jest mocny albo Ty slaby
<Amon> no więc... na co czekamy?
<Dentor> Coz... najwyzej przyjdzie mi sie potluc
<Dentor> Moglby mnie ktos asekurowac?
<Nelwo> Pewnie
* Semele patrzy na Nelwa
<Semele> możemy przynajmniej sprubować...
* Dentor chwyta koniec liny i kleka przy dziurze
<Nelwo> *chwyta line*
* Semele trzyma linę dalej za dziura
* Dentor patrzy na swoja magiczna kulke unoszaca sie w otworze
<Dentor> Schodze
<Nelwo> Jak szeroka jest dziura?))
<Dentor> *zaczyna schodzic w dol po linie
<Taiffun> dziura wystarcza aby zmiescil sie w niej w pionie jeden czlowiek
* Amon przyglada się Dentorowi niepewnie, wręcz ze strachem
<Taiffun> dwoch przytulonych do siebie juz nie
<Nelwo> *zapiera sie nogami o kraniec dziury*
<Nelwo> Jak cos to wolaj
* Semele trzyma linę za Nelwem
<Taiffun> mozna sie przy odrobinie nieuwagi poharatac o brzegi tunelu
* Dentor schodzi w dol
<Nelwo> *popuszcza powoli line*
<Taiffun> Dentor zahacza ramieniem i wyciera ziemie gdy Nelwo spuszcza kawalek liny
<Nelwo> moze bys mowil co i jak?
<Dentor> a widze cokolwiek?))
<Taiffun> Dentor schodzac samemu dociera do krzesla i stoi na dole
<Taiffun> widzisz, creix wciaz dziala
* Dentor rozglada sie
<Nelwo> eee to ta lina byla do dna?))
<Taiffun> w tunelu nie widziales zadnych jam
<Semele> taaa ;P))
<Dentor> Z czego to tunel? kamienny?))
<Nelwo> ja myslalem ze on jest na jej koncu ...))
<Dentor> sa jakies wyjscia stad?))
<Taiffun> Dentor, tunel wyglada na wykopany w ziemi, ale zakret widzisz juz z kamienia
<Nelwo> I jak?*krzyczy do dziury*
<Semele> Hmmm to chyba czas do niego dołaczyć...
<Taiffun> jest jedna sciezka korytarzem gdzies wglab
<Dentor> W jakims ziemnej dziurze jestem
<Dentor> Jest korytarz tutaj
<Nelwo> smierdzi?
<Semele> Dentor odsuń się kawałek w tunel jesli łaska
<Dentor> I wyglada dosyc bezpiecznie *krzyczy*
<Taiffun> czujesz wilgoc ziemi
* Dentor odsuwa sie i przywoluje swiatelko do swojej dloni
* Dentor obserwuje ewentualnego schodzacego
* Semele łapie się liny i powoli zachaczajac nogami o brzeg tunelu schodzi w dół
<Nelwo> *wyciaga chuste z kieszeni i zawiazuje ja na nosie*
<Nelwo> na nos))
<Taiffun> Semele idzie sprawniej, system trzymania rownowagi za pomoca nog pozwala jej szybko stanac obok Dentora
<Amon> mo... moja kolej?
<Nelwo> Jak chcesz miec asekuracje to tak
<Amon> wolę
<Semele> witaj - usmiecha się do Dentora
<Nelwo> to jazda
<Dentor> Witaj
<Dentor> Przyznam ciekawe miejsce na spotkanie
<Dentor> Przytulne
* Semele wchodzi kawałej w tunel aby zrobić kmiejsce Amonowi
* Semele prycha
<Semele> nie rozsmieszaj mnie nawet
<Nelwo> no czego stiosz?
* Amon trzęsac się podchodzi i stara się jakos wejsć do dziury, chwytajac się za linę
<Nelwo> Boisz sie?*mruczy cicho*
<Dentor> Hm... Pomysl, urzadzenie tutaj uczty
<Taiffun> Amon, jzu na wstepie zahaczasz podbrodkiem o skraj ziemi
<Amon> k... kto? ja... n...nie...
<Semele> Taaak, tak przyjemnie, wolgotno... stęchło
<Dentor> Muzykanci tam w rogu, tutaj stoly...
<Dentor> Niczym sie nie rozni od typowej karczmy
* Amon klnie z bólu ale opuszcza się dalej
<Taiffun> bola Cie zeby ktorymi glosno szczeknales przy tej okazji
<Nelwo> Spokojnie Amon dasz rade trzymam Cie
* Semele patrzy z rozbawieniem na Dentora - taaa
<Amon> i...?))
<Taiffun> Amon, lina slizga Ci sie w dloniach, jedziesz nagle coraz szybciej, czujesz palace tarcie w dloniach
<Nelwo> to mialy byc 3 metry...))
* Dentor wypowiada inkantacje pola lewitacyjnego
<Dentor> Aero spacious... kieruje reke pod line
<Semele> i co...?))
<Taiffun> ladujesz na dole, spokojnie i lekko, po drodze jednak podarles sobie szate na przedramieniu a trzymajac line poharatales rece, bola Cie teraz piekielnie
<Nelwo> cdn. :) ))
<Taiffun> cierpliwosci prosze ;/))
<Dentor> hm... Zdaje sie ze bez zaklecia dalismy sobie rade
<Nelwo> Zyjesz?
<Dentor> Teraz tylko
<Amon> dz... d... dzięki...
<Dentor> kto Nelwo bedzie asekurowal
<Nelwo> Dobra teraz mi powiedzcie czy mamy zapasowa line?
<Dentor> Dasz rade bez asekuracji? *krzyczy*
* Semele podchodzi do Amona i wyjmuje kawałej płotna - masz
<Taiffun> nie macie drugiej liny
* Amon trzęsac się podchodzi do sciany i opiera się o nia plecami
<Dentor> hm... zdaje mi sie
<Nelwo> Bo wiecie mam obawe ze moze sie jeszcze przydac...
<Dentor> ze ktos kto nie chce
<Taiffun> z kawalka plotna? :|))
<Taiffun> to nitka bedzie))
<Dentor> bysmy odnalzi Ibraha
* Amon bierze kawałek materiału bez słowa
<Dentor> moglby uszkodzic nasza line
<Semele> co... ja ja daję poharatenamu Amonowi ;P czytaj ze zrozumieniem MG))
<Taiffun> ekhm, dobra, niewazne -_-))
<Nelwo> o tym wlasnie mowilem...
<Dentor> myslalem ze masz na mysli ze bedziemy po drodze kolejnej potrzeboiwac
<Nelwo> tez moze sie przydac...
* Amon z półtna robi sobie prowizoryczny opatrunek
<Nelwo> Ile mamy nadmiaru?
<Dentor> Moze braciszkowie cos maja?
<Taiffun> zuzyliscie cala
* Semele wzdycha
<Nelwo> to teraz o tym myslimy..
<Nelwo> czekajcie
<Dentor> Jestes na gorze wciaz
<Semele> myslałam że ona troche dluższa niż 3 m ;P))
<Nelwo> *wychodzi z namiotu rozgladajac sie za Bernem*
<Taiffun> jest dluzsza, 3 m ma sam dol))
<Nelwo> lina ma 3.10 ))
<Semele> wez rozmontuj jakis namiot, albo z niego zabierz musi gdzies być!
* Bern stoi przed namiotem patrzac w niebo
<Nelwo> Bracie Bernie*odchrzakuje* macie moze jakas line?
<Nelwo> hej delur))
<Bern> line? nie, po co by nam byla lina?...
<Bern> chociaz... mamy alee...
<Dentor> do wiazania habitow...))
<Bern> poczekaj
<Nelwo> *skina glowa*
<Nelwo> to potrzebujemy grubego mnicha :P ))
* Bern biegnie do jednego z namiotow, po chwili wychodzi ze zwojem rzemienia z ktorego robione sa pasy
<Nelwo> *przyglada sie rzemienia*
<Bern> odpisze wam to od wynagrodzenia
<Nelwo> chyba kpisz*bierze rzemienie*
<Taiffun> rzemien nie jest gruby, ale jak to rzemien - cholernie mocny
<Taiffun> rzemieniowi sie przygladasz, bierzesz rzemien))
<Nelwo> I Bracie Bernie prosze niech tu nikt nie wchodzi
<Bern> dopilnuje
<Dentor> I jak tam Nelwo? dali cos?
<Nelwo> *Wchodzi do namiotu*
* Semele opiera się o scianę w tunelu przygladajac się to Dentorowi to Amonowi
<Nelwo> Ta troche rzemienia *rzuca go do dziury* lap
* Amon wpatruje się w podłogę
* Dentor chwyta rzemienie
<Nelwo> rzemien :) ))
<Dentor> Hm
<Dentor> W ostatecznosci bedzie na czym sie powiesic
<Taiffun> rzemien rozwinal sie podczas lotu, Dentorowi przypada zwijanie go na nowo
<Taiffun> :D ))
<Nelwo> Dobra teraz miejsce!*krzyczy do dziury zakladajac rekawice*
* Dentor zaczyna zwijac go
<Dentor> *rownoczesnie odsuwa sie od otworu*
<Semele> lepsze to niż nic
<Taiffun> Nelwo zaklada aksamitne rekawiczki...
<Semele> xD))
<Dentor> *wiesza swietlista kulke na swoim ramieniu*
<Nelwo> Oby sie nie zniszczyly*pociaga cicho nosem*
* Semele przyglada się z rozbawieniem poczynaniom Nelwa
<Nelwo> *poprawia chuste na nosie*
<Nelwo> Dobra*chwyta line*
<Taiffun> lina zostaje chwycona
<Nelwo> *lewa reka z lina umieszczam pod tylkiem*
<Semele> Tai ;P))
<Dentor> Ubezpieczac Cie? *nie spogladajc w gore, dalej zwija rzemien*
<Dentor> test na zrecznosc mu robil))
<Nelwo> *powoli poluzniam chwyt i znow trzymam*
<Taiffun> Nelwo nieumiejetnie udaje ze jest chodzil kiedys po grotach
<Nelwo> chodzilem :P ))
* Dentor konczy zwijac rzemien i z uznaniem podziwia swoje dzielo
<Nelwo> *prawa reka w okolicy twarzy*
<Taiffun> Nelwo powoli spokojnymi zsuwami przesuwa sie ku wam
<Semele> Daj - wyciaga ręke do Dentora - schowam do torby
<Dentor> Prosze *podaje rzemien Semele*
<Nelwo> Tak-to-sie-robi*mowi kazde slowo co jednego suwa*
<Taiffun> Nelwo w polowie drogi poczul na plecach ze sciany sa wyjatkowo nierowne
* Semele chowa rzemień do torby
<Dentor> Swietnie, jestesmy zatem wszyscy na dole na dole
<Nelwo> cholera ubrudze sie
<Taiffun> gdy staje obok was czuje ze jego kregoslup wciaz pamieta ksztalt sciany w tamtym miejscu
<Nelwo> Semele jestem brudny?*odwraca sie plecami*
* Semele prycha
<Semele> nie wiem nie obchodzi mnie to
<Dentor> nie sadzicie ze powinnismy pomyslec o jakiejs uzdrowicielce w druzynie? *
<Nelwo> *mruczy cos cicho*
<Taiffun> Semele, widzisz ze jego koszulka prana w dosi nadaje sie znowu do reklamy proszku...))
* Amon wzdycha
* Dentor gestem usadawia swietlista kulke przed soba
<Taiffun> stoicie tak jakos dziwnie patrzac na siebie
<Dentor> to jak/ ruszamy?
<Nelwo> Dobra ruszmy sie
<Semele> Prowadz
<Nelwo> *przepycha sie do przodu*
<Dentor> Na szczescie przed nami tylko jeden korytarz
<Dentor> Prosze Cie bardzo *klania sie, chwyta kulke i podaje Nelwo*
<Nelwo> *mruczy* prychac prychac myslalby kto
<Taiffun> w oddali widac oswietlona kamienna sciane
* Amon idzie z tyłu, za wszystkimi
<Nelwo> Chwila*mowi cicho*
<Nelwo> Dentor rzuc tam ta kula*szepcze wyciagajac miecz*
* Semele idzie za Dentorem
<Dentor> slucham?
<Dentor> Ale dlaczego?
<Taiffun> nic nie slyszycie
<Nelwo> ciesze sie ze sluchasz ale jeszcze wykonuj
<Taiffun> im blizej muru tym bardziej wilgoc zmienia sie w odorek
* Amon widzac gest Nelwa sam niezręcznie wyciaga swój krótki miecz i trzyma go przed soba
<Dentor> Coz... Jak uwazasz *gestem popycha kule w kierunku wskazanym przez Nelwo*
<Nelwo> poslij ta kulke tam*wskazuje mur*
<Nelwo> Teraz czekamy co sie stanie
* Semele przeklina pod nosem
<Taiffun> stoicie/idziecie?))
<Nelwo> stiomy i czekam az kula doleci tam))
* Dentor obserwuje jak kulka jasnosci zbliza sie do muru
<Taiffun> swietlisty pocisk zatrzymuje sie tuz przed murem
<Taiffun> widzicie wyraznie szare cegly
<Taiffun> sciany po bokach sa jednak nieoswietlone
<Semele> sciana... no pięknie
* Dentor manewruje kulka na boki
<Taiffun> kula znika wam z pola widzenia
<Nelwo> Dobra czyli pusto*rusza przed siebie*
<Dentor> chwila *powstrzymuje Nelwa*
<Nelwo> co jest?
<Taiffun> i na lewo i na prawo cos jest
* Dentor koncentruje sie starajac wykryc obecnosc magii
<Semele> No to mamy problem...
<Nelwo> Spokojnie prychaczko
<Taiffun> nie mozesz zbyt daleko penetrowac swiatlem tych korytarzy, bez kontaktu wzrokowego starcisz z nia kontakt
* Semele patrzy poirytowana na Nelwa
* Amon nerwowo rozglada się
<Nelwo> To moge juz isc?
* Semele syczy jakies przekleństwa pod nosem
<Dentor> wyczuwam magie?))
<Taiffun> Dentor, w poblizu nie ma nic
<Dentor> Hmm... Dziwne ale coz
<Nelwo> No juz skonczyles?
<Dentor> 'Crea ix' wyczarowuje kolejna kulke
<Dentor> Ruszajmy
<Nelwo> No. *rusza dalej*
* Dentor rusza
* Semele trzyma się w miarę blisko Dentora
* Amon głosno przełyka slinę i nerwowo rusza za reszta
<Nelwo> *dochodze az do rozszerzenia o ile moge*
<Taiffun> Nelwo pierwszy widzi podluzny kanal ciagnacy sie wlewo i w prawo
<Semele> niech idzie przodem i niech go cos złapie - szepce...
<Taiffun> wasz korytarz jest wykopany, ale murowany kanal to juz profesjonalny loch
<Nelwo> *wystawiam leb i rozgladam sie*
<Nelwo> czy pusto*
<Dentor> Chwila... Czy w tej miescinie jest jakis zamek/
<Semele> Dziwne wyglada trochę jak... lochy?
<Taiffun> w tym miescie nie ma zamka
* Amon z trudem powstrzymuje się żeby nie uciec
<Amon> zamku* oj, Taiff))
<Amon> ;P ))
<Nelwo> chodzilo mu o taki do drzwi ))
<Semele> ooo dobrze mu tak ;)))
<Nelwo> Dobra brygada
<Semele> zamku o zamek taki murowny chyba?))
<Nelwo> mamy trzy wyjscia
<Dentor> murowany))
<Nelwo> o nawet cztery
<Dentor> Trzy? Powrot chyba w gre nie wchodzi
<Dentor> A rozlaczanie sie to chyba zly pomysl
<Nelwo> no to trzy
<Nelwo> to dwea
<Nelwo> dwa*
<Dentor> Ktos ma dobry wech?
<Semele> może rzut moneta?
<Nelwo> ja wiem gdzie bardziej smierdzi
<Nelwo> zawsze wyczuje smrod*sciaga chuste z nosa*
* Semele przyglada się ponownie paciorkowi zwiniętemu z anmiotu
<Dentor> Ocen jeszcze jak smierdzi i czym
<Nelwo> Dobra*weszy w lewym a potem prawym tunelu*
<Taiffun> kanalem przemykaja dwa szczury
<Taiffun> biegna z lewa na prawo
<Nelwo> No to jasne
<Dentor> Z lewej niebezpieczenstwo zatem
<Nelwo> ja w lewo nie ide
<Nelwo> tam sa szczury
* Semele uderza się w głowę z niedowierzaniem
<Dentor> Wlasnie powinnismy isc w lewo
<Semele> co to za błazenada?!
<Nelwo> wlansie nie
<Nelwo> one zwiewaja z prawej
<Nelwo> bo niebezpiecznie
<Nelwo> a pozatym one sa po lewej co wyklucza ta droge
<Dentor> zwiewaja na prawo
<Nelwo> aha na fakt xD ))
<Dentor> Na lewo cos je wystraszylo
<Dentor> zatem COS tam jest
<Nelwo> oz
* Semele rozglada się za Amonem
<Nelwo> wybacz
<Nelwo> racja
<Nelwo> to przez ten smrod
<Nelwo> *zaklada chuste*
<Dentor> Semele? a Ty co o otym sadzisz?
<Taiffun> Amon?))
<Amon> jestem, jestem))
<Semele> hmmm
<Nelwo> No ruszmy sie
<Semele> Proponuje w lewo
<Nelwo> w prawo nie idziemy wiec prosta sprawa
<Dentor> Amon?
<Amon> lewo... chyba...
<Dentor> Zatem postanowione
<Nelwo> Dalej ja jako jedyny odwazny?
<Dentor> *usmiecha sie i rusza przodem* Nie
<Semele> no Nelwo - mówi z przekasem - prowadz
<Nelwo> Dam sie wam wykazac
* Semele rusza za Dentorem
<Nelwo> *rusza za Dentorem*
<Nelwo> wrrr )
<Nelwo> )
<Dentor> Doceniamy popycha kulke przed soba
<Semele> hie hie))
* Amon rusza... ale co chwilę rozglada się nerwowo za siebie
<Dentor> Swoja droga, ciekawe gdzie w zasadzie jestesmy
<Semele> Jak myslisz Dentor co mogło je wystraszyć?
<Dentor> i czemu braciszkowie nic nie wiedzieli o tym...
<Semele> hmmm
<Nelwo> Amon gorzej Ci?
<Semele> a może wiedzieli tylko nie chciele się przyznać...
<Dentor> Zdaje sie moze ze czekali az ich zapytamy
<Semele> cięzko przeoczyć taki tunel
* Amon nie odpowiada
<Dentor> a co wystraszyc? hmm...
<Nelwo> Moze oni nas sprawdzaja
<Dentor> Wolalbym nie zgadywac
<Nelwo> cos tam mamrotal ze takich potrzebuja ludzi
<Taiffun> po lewej mijacie drabinke
<Nelwo> drabinka...
<Semele> drabinka?
<Dentor> Czy to nie jest przypadkiem kanalizacja
<Dentor> *spoglada w gore*
<Nelwo> Wyjazd na gore
<Taiffun> u jej gory widac klape
<Semele> kanalizacja w srodku namiotu?
<Dentor> Pamietaj ze tam byl tunel kopany
<Amon> k... ktos zadał sobie wiele trudu żeby braciszka uprowadzić
<Nelwo> moze sie dowimy gdzie jestesmy po tym gdzie wyjdziemy
<Dentor> moze ktos podpial sie do jakiejs sieci kanalizacyjnej
<Taiffun> szliscie wykopanym tunelem az do sciany, tam byl okragly kanal, a tunel wykopany prowadzil tylko do niego
<Nelwo> To wyjdziesz tam zamiast gadac?
<Semele> możliwe...
<Dentor> *kiwnal glowa*
<Semele> ale nadal nie rozumiem co im da uprowadzenie jakies braciszka...
* Dentor zbliza sie do drabinki
<Dentor> Sprawdzimy co jest na gorze
<Semele> tylko ostrożnie...
* Dentor zaczyna wchodzic po stopniach na szczyt
<Dentor> *na szczycie przystaje i przysluchuje sie*
<Taiffun> Dentor, slyszysz szum miasta, okrzyki, muzyke
<Nelwo> *nuci jakas melodie*
<Dentor> Hm
<Semele> I co? - pyta cicho...
<Taiffun> a z dolu Nelwa
* Amon rozglada się nerwowo
<Semele> Nelwo zamknij się
<Dentor> Miasto nad nami
<Dentor> przynajmniej tak mi sie weydaje
* Dentor powoli unosi klape
<Nelwo> Nie bedziesz mi rozkazywac kobieto
<Semele> Kobieto?
<Semele> Szowinista!
<Nelwo> a co obojniaku?
* Semele uderza Nelwa w pysk
<Taiffun> Ele zolta kartka za klimat ))
<Semele> twarz*))
<Nelwo> *prostuje sie masujac policzek*
<Semele> tzn stara się uderzyć*))
<Nelwo> Tai daj spokoj))
<Dentor> gramy))
<Nelwo> *odchrzakuje*
<Taiffun> to odzywka typowa dla wspolczesnosci wg mnie a nie dla sesji))
<Nelwo> moge wyjsc skoro to problem))
<Taiffun> Dentor stoi na drabinie pod klapa
<Semele> dajcie spokój))
<Taiffun> mozesz jesli uwazasz zwrocenie Cii uwagi za problem))
* Dentor powoli unosi klape
<Dentor> nie zgadzam sie ale Taiffun, ale Ty prowadzisz, a Nelwo nie fochaj. Po sesji wyjasnimy))
<Taiffun> Dentor, gdyby nie swiatelko, byloby totalnie ciemno
<Nelwo> uwazam ze za przeproszeniem piepszysz))
<Taiffun> poza nielicznymi promieniami slonca wydobywajacymi sie miedzy deskami, jestes pod jakims zabudowaniem
<Semele> grajmy))
* Semele milczy wsciekła
<Nelwo> *pluje na ziemie*
<Dentor> Tu nad nami cos jest...
<Nelwo> Amon bede ubezpieczac tyly *przechodzi za Amona*
* Dentor podnosi klape wyzej i wpuszcza swiatelko
* Semele opiera się o scianę patrzac w ziemię
<Dentor> Jakis budynek nad nami
<Amon> /me podchodzi pod drabinkę i patrzy w górę
* Amon podchodzi pod drabinkę i patrzy w górę
<Dentor> Widac cos gdy swiatelko jest na gorze?))
<Taiffun> w kanale ciemnieje nagle gdy Dentor wychodzi ze swiatlem
<Taiffun> Dentor, scholnym mozna sie przemieszczac pod tym zabudowaniem
<Taiffun> widac klape wsrod desek
* Dentor zwraca sie do towarzyszy na dole:
<Dentor> Jakas klapa jest wsrod desek... diabli wiedza
<Dentor> pod czym jestesmy
<Taiffun> sciany sa rowniez zbite z desek, wszystko na planie szesciokata, sporego
<Semele> hmmm lepiej zejdz na dół... chyba
<Nelwo> Moze scena czy cos?
<Dentor> to chyba swiatynia...
<Semele> może to zapadnia?
<Dentor> Albo racja, amiteatr lub cos w tym stylu
<Nelwo> Czekaj ide do Ciebie
<Nelwo> *wchodzi na drabinke*
* Dentor wychodzi z dziury i kucajac robi miejsce Nelwo
<Semele> I co widzicie?
<Dentor> Moze sprawdzimy ta druga klape
<Nelwo> dobra
* Dentor na kucaka zbliza sie do klapy wrod desek
<Dentor> *uchyla ja odrobine*
<Nelwo> *szykuje miecz*
* Semele zakłada ręce na piersi - Amon w porzadku - przyglada mu się
<Taiffun> Dentor, widzisz ze sa tam jakies schodki w gore, trzeba troche podskoczyc zbey tam wlezc
* Amon kiwa głowa - "tak"
<Dentor> cholera, kolejne wejscie w gore
<Dentor> Semele, Amon wchodzicie?
<Amon> a mamy?
<Dentor> Tu sa kolejne schodzy
<Semele> już...
<Dentor> mozemy albo zbadac tunel do konca
<Dentor> albo wchodzic wyzej
<Semele> Amon idz przodem pójdę za toba
<Nelwo> do gory lepiej
<Nelwo> zeby nas od tylu nie zaszli
* Amon przytakuje i najzręczniej jak umie wspina się po drabinie
<Dentor> Szczury?
<Nelwo> nie Ci co moja czaic na gorze
<Dentor> moga tez nas zajsc Ci co czaja sie na dole
<Nelwo> ale latwiej dac kopa z gory niz z dolu
<Semele> Nie filozofujcie tam za bardzo!
<Taiffun> wszyscy znajdujecie sie pod klapa w niskim pomieszczeniu z desek
<Dentor> To w sumie racja
<Dentor> ale na dole mamy przewage liczebna
<Dentor> mozna ich na drabinie dopasc...
<Nelwo> i tak chodzimy gesiego
<Dentor> Ale od czego luk i zaklecia?
* Semele wchodiz po drabince na górę
<Nelwo> lukiem w jamie?
<Semele> Dobra... nie sterczmy tu
<Taiffun> Semele, im jestes wyzej tym glosniej slychac miasto i wiecej swiatla widac
<Dentor> Byle trafic
<Nelwo> dobra idziemy
<Dentor> No dobra...
* Dentor podskakuje by dostac sie na chody
<Nelwo> Idz przodem
<Nelwo> Amon?
<Semele> wlazłam już na górę?))
<Amon> co?
<Nelwo> idz przedemna
<Taiffun> pisalem ze jestescie wszyscy pod klapa juz wczesniej, tak))
<Semele> teoretycznie ;P))
* Amon niechętnie przytakuje i rusza powoli
<Taiffun> Dentor dostaje sie na jasne schody
<Nelwo> *rusza za Amonem*
* Semele patrzy wsciekła w plecy Nelwo idac za nim
<Amon> *cały czas trzyma swój krótki mieczyk przed soba*
* Dentor zaczyna wspinac sie po schodach
<Taiffun> zauwaza jednoczesnie ze oprocz klapy w podlodze prowadza tu zwykle drzwi, ktore obecnie zaslania w polowie klapa
* Amon rozglada się nerwowo
<Dentor> hm
<Nelwo> no szefie gdzie teraz?
* Dentor wspina sie dalej
<Dentor> gora i te drzwi to tak samo dobre kierunki
<Taiffun> Dentor, idac po schodach kretych, dwa okrazenie i znajdujesz sie na wiezyczce - ambonie
<Semele> nie lubie isć nie wiedzac gdzie jestem... - mówi cicho
<Taiffun> widok stad na cale miasto, w tym glowny plac
<Dentor> Cholera
<Nelwo> co tam masz?
<Dentor> W razie czego bedziemy mowic za Ibraha kazanie
<Dentor> jestesmy na ambonie
* Dentor rozglada sie po wiezyczce
* Semele wzdycha...
<Nelwo> swietnie... to do drzwi
<Semele> nieodbrze...
<Nelwo> nie stoj tam bo nas ktos wypatrzy
<Taiffun> Dentor, ktos z tlumu Cie zobaczyl
<Taiffun> plotka sie rozchodzi, coraz wiecej glow zwraca sie w twoim kierunku
<Dentor> Cholera
<Dentor> Jaki to Bog jest?
<Dentor> zna ktos jakas modlitwe?
<Nelwo> co?
<Nelwo> o co Ci chodzi?
<Dentor> Jaki Bog ma teraz swieto
<Semele> Kult Badiasza
<Semele> ale modlitwa...
<Nelwo> a po co Ci to wiedziec?
<Semele> a swięto...
<Semele> złaz stamtad!
<Dentor> Hm... *schodzi w dol*
* Amon podchodzi powoli do drzwi i je uchyla, patrzy przez szaprę
<Nelwo> widza Cie? Mow ze sprawdzasz tylko ambone
<Dentor> Mam nadzieje ze nie wzieli mnie za Ibraha
<Taiffun> jek zawiedzonego tlumu rozchodzi sie po miescie...
<Dentor> Hmm... Chyba trzeba im oglosic
<Nelwo> brawo.. pewnie komus sie nie spodoba ze weszymy
<Semele> nie lepije nie - łapie Dentora za ręke
* Dentor wraca na gore
<Semele> chodzmy juz stad
<Dentor> *Staje*
<Taiffun> Amon, drzwi sa na poziomie poczatku schodow, i zeby je uchylic trzeba zamknac klape w podlodze a suficie niskiego pomieszczenia pod scena bo sie blokuja
<Semele> nic im nie będzie a lepiej nie motać dalej
<Dentor> Braciszkowie moga miec pretensje jesli beda zamieszki
<Dentor> coz, niewazne
<Dentor> Ruszajmy
<Amon> więc zamykam klapę i podgladam przez szparę))
<Taiffun> Amon, to jakies wejscie od tylu
<Taiffun> niewiele widac
<Taiffun> Nelwo i Semele czekaja pod klapa, Dentor jest za toba na schodach
<Taiffun> klapa jest zamknieta
* Amon zamyka drzwi
<Dentor> w dol zatem
<Amon> ech... znowu to samo
<Semele> spowrotem do korytarza?
* Dentor otwiera klape w dol
<Nelwo> a drzwi?
<Dentor> Zdaje sie ze tak
<Dentor> To chyba drzwi do miasta
<Dentor> ale moznaby je sprawdzic
<Amon> nic nie widać
<Nelwo> aha
<Dentor> jeszcze jedne drzwi sa
<Amon> ale w sumie... *otwiera drzwi szerzej i wychyla głowę*
* Semele bawi się wisiorkiem zawieszoym przy pasku...
<Taiffun> Amon, widzisz w oddali sciezke wzdluz muru do pola namiotowego
<Taiffun> przez klape z kanalow wchodzi jakis chudy czlowiek z dluga broda
<Amon> co do...?!
<Taiffun> staje jak wryty gdy was widzi
<Dentor> Hm
<Dentor> Brat Ibrah?
<Taiffun> znika znow pod klapa od kanalow
<Nelwo> Co?
<Amon> /me stara się złapać go za szatę
<Dentor> Gonimy go?
<Nelwo> Gonic go!
* Amon stara się złapać go za szatę
<Semele> Co to do
* Semele złazi po drabince do korytarza
* Dentor szybko rusza do klapy
* Semele rozglada się po korytarzu w która stronę pobiegł
* Nelwo biegnie za Dentor
<Taiffun> widzicie ze czlowiek ten lezy pod drabina z dziwnie wygieta reka, musial w pospiechu spasc
<Dentor> Zna sie ktos na nastawianiu zlaman?
* Semele podchodzi do niego...
<Semele> nie bardzo
<Taiffun> jest nieprzytomny
* Dentor schodzi na dol do korytarza
<Nelwo> pewnie
<Nelwo> ze nie
* Amon schodzi na dół
<Semele> jest nieprzytomny...
<Nelwo> co z nim robimy?
<Semele> trzeba poczekać aż się ocknie...
<Nelwo> moze go wytaskamy na gore?
<Dentor> Hm...
<Dentor> mamy czs do wschodu slonca
<Taiffun> ma na szyi wisiorek z jaszczurka
* Amon uderza człowieka lekko w twarz
<Dentor> Jesli to brat Ibrah
* Semele przyglada się wiziorkowi
<Taiffun> brodacz budzi sie, wybalusza na was oczy
<Semele> nie sadze...
<Amon> Ibrah? Jestes brat Ibrah?
* Bern is now known as Fien
* Semele szepcze do Dentora - myslę że on jest z innego kultu
<Fien> u kaduka, Heban sie wscieknie!
<Fien> NIE
<Fien> nie jestem ibrah!
<Semele> Kim jestes i kim jest Heban?
<Dentor> Hmm...
<Nelwo> *patrzy na starca z gory*
* Dentor staje pod sciana
<Fien> Heban chce zebym byl teraz TAM wskazuje zdrowa reka w gore
* Semele kleczy przy człowieku
<Amon> kto Cię przysłał?
<Semele> kto to Heban - powtarza spokojnie
<Nelwo> musze Cie rozczarowac ... nie bedziesz tam
* Fien spluwa w twarz Nelwowi
<Fien> nie przeszkodzisz mi!
* Fien probuje wstac
<Nelwo> pluje na 2 metry z ziemi... dobry staruch))
* Amon łapie Fiena za szatę
<Dentor> Spokojnie Nelwo *powstrzymuje go gestem*
* Semele stara się go połozyć na ziemi przyciskajac jeog baki
<Nelwo> *wyciera chusteczka twarz
<Semele> spokojnie...
<Fien> nie... ma.. cza... su!
<Dentor> Drogi... Starcze...
<Nelwo> Jeszcze sie z toba policze*zaciska piesci*
<Semele> powiedz nam kim jestes, kto to jest Heban i czmeu masz być na górze?
<Fien> pusccie mnie!
<Dentor> Jest nas czworka... wiec jesli nie bedziesz wspolpracowac
<Fien> musze cos przekazac tlumowi!
<Semele> a jesli twoje wytłumaczenie będzie dla nas wystarczajaco dobre
<Semele> puscimy Cie
<Fien> miasto sie pali!
<Dentor> Zacznij od nas swoje poslannictwo, czemu nie
<Nelwo> ta jasne
<Semele> Jakot się pali?
<Fien> Heban to zarzadca strazy!
<Dentor> hm...
<Amon> to czemu uciekłes jak nas zobaczyłes?!
* Fien szepce jednoczesnie cos do siebie
<Fien> bo jest atakowane! tak!
<Fien> wzialem was za wrogow!
<Fien> pusccie mnie!
<Semele> obłaokany? - patrzy pytajaco na Dentora
<Dentor> Sprytne
<Nelwo> klamie
<Dentor> Wymysla na poczekaniu
<Semele> jasne, że kłamie...
<Amon> masz jakis dowód na potwierdzenie swoich słów?
<Dentor> I dlaczego wchodzisz
<Dentor> kanalami
<Nelwo> pomozemy mu powiedziec prawde?*wyciaga miecz*
<Dentor> a nie normalnym wejsciem?
<Semele> Dentorze badz tak uprzjemy i wyjmij z mojej torby nóż do oprawiania mięsa
<Dentor> Ooh, ale z po co sie brudzic
* Fien prawie piszczy
* Semele wciaz przytrzymuje starca za barki
<Amon> poczekajcie...
<Dentor> Powiesmy go na tym rzemieniu
<Semele> hmmm
<Nelwo> szkoda rzemienia
* Amon szybko wskakuje na drabinę i kieruje się do ambony
<Fien> miasto! miaaasto!
<Semele> ale pomyslałam że obdarcie go ze skóry
<Semele> będzie bardziej hm... finezyjne
<Dentor> Amon zdaje sie poszedl sprawdzic co z miastem
<Dentor> za chwile bedziemy wiedzieli
<Fien> on nie moze, jego zabija!
<Fien> tam nie wolno wchodzic!
<Fien> to ambona kaplanska!
<Nelwo> mhm
<Nelwo> oczywiscie
<Dentor> hm...
<Semele> poradzi sobie
<Nelwo> dobra kto pierwszy?*zaciera dlonie*
<Dentor> Poczekajmy na Amona
<Nelwo> nie ma po co
<Amon> powiedzmy, że dotarłem na górę, co widzę?))
<Dentor> JEsli miasto na prawde sie pali
<Taiffun> Amon, docierasz na szczyt wiezy, ale jeszcze Cie nie widza
<Taiffun> Amon, tlumy, spokojne niebo, nigdzie nie widac dymu
<Dentor> to bedziemy mieli niewinnego na sumieniu
<Semele> Dentor ma rację, poczekajmy na wiesci od Amona
* Amon natychmiast znika z ambony
<Taiffun> niezauwazony znikasz stamtad
<Amon> *schodzi na dół*
<Nelwo> *przystawia miecz do gardla starca*
<Fien> jam jest Ibrah! jam!
<Nelwo> Moze jednak nie pozar?
<Dentor> Choc z drugiej strony, tak sobie mysle, moze lepiej go zwiazac w razie czego?
<Fien> pozar, niebezpieczenstwo!
<Amon> nic się nie pali, starcze, miasto jest spokojne
<Nelwo> tra ta ta
<Fien> pozar bedzie! zle mnie zrozumieliscie! wrogowie lasem ida!
<Semele> nie jestes Ibrah!
<Semele> nawte nie kłam!
<Nelwo> mow prawde
<Nelwo> bo mnie korci
<Dentor> Ooo... prosze
<Dentor> Czemu my nad tym myslimy jeszcze?
<Dentor> wiazmy go i odniesmy
<Dentor> Braciszkoom
<Amon> popieram
<Semele> racja...
<Nelwo> a moze odciac mu reke?
* Fien krzywi sie
<Dentor> Zawsze bedzie czas
<Nelwo> ta zlamana
<Nelwo> i tak sie nie przyda
<Fien> HEEEBANIE! <krzyczy donosnie>
* Semele przyglada się wisiorkowi człowieka i porównuje go do tego zwinietego z namiotu,
<Amon> milcz starcze
* Dentor jednym ruchem reki rzuca zaklecie knebla
<Nelwo> *udeza piescia w twarz*
* Amon rozglada się nerwowo
<Taiffun> Semele, metalowy odlewa jaszczurki nie przypomina muchy w bursztynie
<Semele> Dentor wiaż go no
<Taiffun> starzec traci przytomnosc
<Nelwo> chce wam sie go niesc?
<Taiffun> slyszycie ze ktos nadbiega
* Dentor chwyta rzemien i wiaze nogi przytrzymywanego starca
<Amon> uwaga!
<Nelwo> no swietnie
* Semele puszcza starca, odwiazuje wisiorek i chowa go do torby
* Amon wyciaga przed siebie miecz
<Nelwo> Swiatlo!
* Dentor odwraca sie
* Dentor popycha kulke w tamtym kierunku
<Nelwo> *szykuje miecz*
* Semele wyciaga nóż do oprawiania mięsa
<Taiffun> widzicie ze nadbiega szesc zakapturzonych postaci z krotkimi ostrzami
<Semele> nie lubie tuneli nie lubie... - szepcze
<Taiffun> spod ich nog umyakaja szczury
<Nelwo> no to swietnie... jakas bariera?
* Amon panicznie odskakuje, upuszajac miecz, przewraca sie
<Dentor> hmm...
<Semele> jak wysoki i szeroki jest korytarz?))
<Dentor> Graj muzyko *mruczy*
<Dentor> Przychodzicie w pokoju?
<Nelwo> dwie osoby obok siebie sie zmieszcza?))
<Taiffun> dwa metry srednicy, okragly
<Taiffun> troche splaszczona podloga
<Taiffun> zmieszcza sie
<Nelwo> Ustawiamy sie w rzedzie
<Taiffun> ludzie zblizaja sie do was, sa juz na krok (troche spowalniamy akcje)
<Taiffun> bullet time))
* Dentor wypowaida powoli inkantacje elektrycznej sieci, ktora ma spasc z gory na wrogow z tylu
* Amon człoga się po ziemi, stara się odsunać od napastników
<Dentor> Werbina natina, entaro elekrano
<Taiffun> Amon, po drodze napotykasz swoj miecz
* Nelwo czeka na wynik czara maga
<Dentor> electrum, murdano, tentaro
* Dentor gestykuluje pracowicie
* Semele czeka lekko za Nelwem
<Amon> *chwyta miecz i kieruje go w stronę napastników* Precz! *trzęsie się*
<Taiffun> Dentor, dwoch w drgawkach przewraca sie, chwytajac trzeciego, pozostala trojka bierze juz zamachy na was
<Dentor> *na jego czolo wstepuje pot, ostatecznie wypuszcza zaklecie*
<Amon> płońcie! *jednym ruchem ręki posyła w stronę trzech postaci strumień ognia*
<Nelwo> *doskakuje do jednego zaczynajac walczyc*
* Semele przyczaja się przy scianie czekajac czy jakis się nie wyrwie spod zaklęć
<Taiffun> Nelwo prowadzi potyczke z jednym , drugi w plomieniach upuszcza meicz i bierze nogi za pas
* Semele przyglada się z boku Amonowi...
* Amon podnosi się dyszać z wsciekłosci
<Taiffun> trzeci atakuje Nelwa do spolki z pierwszy, rani go w noge
<Amon> Płońcie! *znowu miota strumieniem ognia*
* Dentor posyla kule swiatla prosto w oczy przeciwnika walczacego z Nelwem
<Nelwo> Moje spodnie!*krzyczy walczac*
* Dentor podsyca swoje swiatelko moca tak by rozrzarzylo sie tuz przed oczami przeciwnika
* Amon chwyta się za głowę i upada na kolana - zaczyna drgać w konwulsjach
<Nelwo> Gin gnojku!*stara sie zranic przeciwnika*
<Taiffun> jeden z przeciwnikow Nelwa oslepiony upada trzymaja sie za oczy, drugi plonac rzuca sie na Nelwa przenosi ogien ale i nadziewa sie na miecz
<Taiffun> zatrzymany przez elektryzowanych wstaje i bierze sie go odwrotu
<Amon> Nie! S rozglada się nerwowo
<Amon> <Semele> Nelwo zamknij się
* Semele rozglada się nerwowo...
<Nelwo> *tarza sie na ziemi by ugasic pozar*
<Amon> tfu... sorkii tego nie było, ctrl + v wcisnałem))
<Dentor> Cholera
<Nelwo> Dobic slepego!
* Dentor wyjmuje zza pasa niewielka mizerykordie i dobija oslepionego
<Dentor> Trzeba pomoc Nelwo
<Taiffun> dwoch nieprzytomnych od elektrycznosci, dwoch zwialo, dwoch zabitych
<Taiffun> Nelwo ranny w spodnie, Amon na ziemi
<Dentor> Hmm... swoja droga jak to sie stalo ze nie wyczulem w Amonie mocy
* Semele podchodzi do Nelwa
<Nelwo> oz w morde
<Amon> Wszyscy spłoniecie! *podpala dwóch nieprzytomnych*
<Semele> pokaż tę nogę
<Nelwo> moje ubrania moja noga....
* Dentor podchodzi do zwiaznego starca
* Semele kręci z niedowierzaniem głowa
<Taiffun> budza sie i wypelniaja korytarz strasznymi krzykami
<Nelwo> Wynocha od mojej nogi
<Semele> uspokój się...
<Dentor> *sprawdza czy z nim wszystko w porzadku*
* Semele odchodzi... chciałam pomóc
<Taiffun> nie sa jednak w stanie sie ruszyc, dra sie wnieboglosy az nie umra
* Amon zwija się na ziemi trzymajac za głowę
* Semele podchodzi do Amona...
<Nelwo> *podciaga spodnie by zobaczyc rane*
<Semele> Amon...
* Semele kleka przy nim...
<Dentor> staruszek caly?))
<Taiffun> Dentor, nie przeszukiwales otoczenia najblizszego w poszukiwaniu mocy tylko okolice swiatla wtedy))
<Dentor> ok))
<Taiffun> staruszek... jego noga znika wlasnie na gorze
<Dentor> Cholera
* Dentor wbiega na gore
* Semele kładzie ręke na plecach Amona ostrożnie - Amon... w porzadku...?
<Dentor> Uciekl
* Amon trzęsie się
* Fien bezsilnie siedzi z bezwladna reka pod schodami, nie wejdzie tam bez sprawnej reki
* Dentor stara sie trafic go zakleciem petajacym nogi gdy tylko wychynie z klapy
<Dentor> hmm
<Dentor> *zatrzymuje inkantacje(
<Taiffun> Fien ma zwiazane zakleciem nogi
<Taiffun> nie ma zwiazanych nog*
<Dentor> Nieladnie staruszku
<Semele> Amon... słyszysz mnie - trochę się przysuwa do niego trzymajac wciaż reke na jego plecach
* Dentor chwyta Fiena za zdrowa reke i sprowadza do klapy
<Amon> *uspokaja się, podnosi tłów do pionu* Tak...
<Dentor> Jestescie cali na dole?
<Nelwo> Nie wiem
* Semele patrzy lekko zaniepokojona na niego...
<Dentor> Zastanawiam sie jak stad wyjdziemy w takim stanie
<Semele> jak uwazasz
<Fien> Hebaaanie... <chrypi>
<Dentor> Staruszek po linie nie wejdzie
* Dentor mruczy: Knebel i gestem ucisza starca
<Nelwo> a musi?
* Amon stara się podniesć na nogi
<Semele> to go wciagniemy
* Semele przyglada się prubom Amona
<Nelwo> *stara sie wstac*
* Fien z pozycji siedzacej calym impetem kladzie sie uderzajac glowa o posadzke
<Dentor> Chyba ze podsadzimy go tu na schodach
<Dentor> Podprowadzilem go pod klape przeciez))
<Dentor> i trzymalem za reke))
<Amon> *ciężko dyszy* Znowu... *opiera się o scianę*
<Fien> sprowadziles do klapy i tam siedzial i bach))
<Nelwo> stary chyba woli zginac niz cos powiedziec..
<Nelwo> troche bolu go przekona
<Dentor> Hmm
<Dentor> Chyba wlasnie udal sie na spoczynek
<Dentor> moze latwiej nam bedzie wyjsc
* Fien znow nieprzytomny
<Dentor> tymi drzwiami
<Dentor> obok schodow?
<Taiffun> widzicie ze oddycha
<Amon> ten... Heban... to jego... trzeba znalezć
<Dentor> Choc z drugiej strony moga nas zlapac za bycie tam gdzie nie powinnismy
<Nelwo> chodzmy stad
<Semele> nie wiem.. ja bym wróciła do namoitu Ibraha...
<Semele> nie podoba mi się to wszytsko
<Semele> zdaje mi się że jakis drugi kult jest w to zamieszany
<Dentor> Dobrze, podam wam starego na dol
<Dentor> Dacie rade go odebrac na drabinie?
<Nelwo> najwyzej nie bedzie szkody
* Semele wzdycha
<Semele> postaramy się
<Dentor> Dobra... podaje
* Dentor opuscza starca przez otwor tak by mogli go chwycic stojacy na dole
* Semele podchodiz do drabinki starajac się złapac jakos starca - Nelwo pomógłbys
<Nelwo> *wzrusza ramionami*
<Nelwo> nie jestem godzien
* Semele cicho klnie pod nosem - co za człowiek...
<Dentor> nie zebym marudzil...
* Amon podchodzi powoli do Semele i pomaga jej
* Semele stara się powoli połozyc starca na ziemi przy pomocy Amona
* Dentor konczy podawac starca i sam schodzi na dol
* Semele odwraca się do Nelwa
<Semele> cos jest z Toba chyba nie tak - syczy zła
<Dentor> Stan druzyny zatem
* Amon podchodzi do zwęklonych zwłok i przypatruje się im
<Dentor> Wszyscy moga isc?
<Nelwo> moze
<Dentor> Racja, wypadaloby przeszukac ciala
<Taiffun> Amon, wygladaja jak zweglone zwloki... mlodzi ludzie
<Taiffun> miecze niepierwszej proby, krotkie ostrza bez zdobien, rzemieslnicza produkcja kogos poczatkujacego
* Semele siada pod sciana i opiera o nia głowę
<Amon> przepraszam *szeptem*
<Nelwo> ich?
* Amon rozglada się za swoim krótkim mieczem
<Taiffun> Amon, lezy nieopodal
* Semele patrzy na Amona
<Amon> *podnosi i przewiesza za pasem*
* Dentor przeglada ciala szukajac przy nich czegokolwiek charakterystycznego
<Dentor> (amulet, wisiorek, cos z symbolem)
<Taiffun> Dentor, kazdy z nich ma w pasie klamre z wezem
* Dentor odrywa klamre
<Dentor> Coz, mamy zatem albo symbol kultu
<Dentor> albo znak rozpoznawczy lokalnego rzemieslnika
<Amon> w sumie... ten Heban jest... lub był... niedaleko
<Dentor> zaglebiamy sie w tunele czy do brata Berna?
<Amon> tunel. Chociaż niechętnie.
<Dentor> Kto poniesie starca?
<Semele> Proponuje wrócić do Brata Berna
<Semele> może zna tego człowieka
<Dentor> i odpowie nam na pare pytan
<Dentor> Choc
<Dentor> z drugiej strony
<Dentor> zostawimy ambone bez opieki
<Dentor> jak widac sporo ludzi kreci sie po tych "nieznanych" lochach
<Semele> hmmm...
<Semele> To może ktos poszedłby bo brata?
<Semele> to ryzykowne ale...
<Dentor> Mysle ze niebylby chetny tu zejsc po linie
<Semele> idac w druga stronę też zostawimy ambonę bez opieki
<Dentor> Zrobimy inaczej
<Dentor> Wyslemy kogos z wisiorkiem ktory masz i ta klamra *unosi dlon*
<Dentor> To chyba ich jakies znaki rozpoznawcze
* Semele kiwa głowa
<Amon> ale po drabinie już chyba chętniej... widziałem scieżkę która nas prowadził do namiotu, kiedy wygladałem przez drzwi na górze
<Dentor> Swietnie, bedzie latwiej. Kto zatem ruszy?
<Dentor> ewentualnie moglibysmy tam wniesc tego starca
<Semele> Mogę isć ja
<Semele> tutaj na nic się nie przydam
<Amon> ja pomogę
<Semele> łuku tu nie wyciagnę
<Dentor> To jak, idziecie?
<Amon> tak
<Dentor> JA i Nelwo tu zostaniemy w takim razie
<Amon> pomóżcie nam wtargać dziadka na górę
<Semele> Hmmm
<Semele> ale z nim?
<Dentor> odbiore go na gorze
<Taiffun> po drabinie skrajnie moga wchodzic dwie osoby obok siebie
* Dentor wchodzi po drabinie
<Semele> tzn po co dziadka tam targać...
<Dentor> Nie bedziemy go musieli pilnowac
<Amon> ktos się nim zajmie... będzie go pilnował
* Dentor czeka na gorze drabiny by odebrac dziadka
* Amon stara się dzwignać staruszka i podać go Dentorowi na górze
* Semele pomaga Amonowi podniesć brata
* Dentor odbiera dziadka i z wysilkiem wyciaga go na gore
* Semele wchodiz po drabinie do Dentora
* Amon wspina się na górę
<Dentor> Nelwo, zyjesz?
<Nelwo> nie
<Dentor> Wlaz na gore
<Amon> dobra, my idziemy
<Nelwo> powodzenia
<Dentor> Dobra *podaje klamre z wezem*
<Semele> kto ma klamrę?
* Semele bierze klamrę od dentora i dorzuca ja do worka
<Amon> a ta jaszczurka?
<Semele> Chodz Amon...
<Dentor> Semele ja ma
<Semele> jaka jaszczurkę? ))
<Dentor> wisiorek z jaszczurka Fiena))
<Semele> ja mam wisiorke rypnięty z namiotu staruszkowi nie zabrałam ;P))
<Semele> Ja jej nie mam
<Dentor> nic straconego))
* Semele podchodzi do starca i zdejmuje mu wisiorek z szyi
<Semele> tzn już mam
<Semele> Chodzmy
<Amon> idziemy więc
<Dentor> Nelwo wchodzisz na gore?
<Dentor> przyjemniej tu przynajmniej
<Semele> Prowadz Amon
* Amon wybiega na zewnatrz i kieruje się w stronę scieżki która widział wczesniej
* Semele podaża za towarzyszem
<Nelwo> Dentor nie
<Nelwo> znaczy ide
<Nelwo> ale ogladac prison break
<Nelwo> narazie
* Nelwo is now known as Epicture
* Parts: Epicture (~epicturek@egf106.internetdsl.tpnet.pl)
<Amon> *następnie udaje się w stronę namiotu gdzie miał czekać brat Bern*
<Dentor> Hm
<Taiffun> :|))
<Dentor> Zdaje sie ze zostalem sam na strazy
* Dentor wchodzi na schody prowadzace na ambone i siada w poblizu drzwi
<Taiffun> Bern wpatrzony w niebo stoi przed namiotem
* Semele cała czas trzyma się blisko Amona...
<Amon> Braciszku... potrzebujemy informacji
* Fien is now known as Bern
<Semele> Mamy pewne podejrzenia
<Bern> tak?
<Bern> slucham?
* Semele wyciaga klamrę i łańcuszek
<Amon> natrafilismy na kilku... mniej przyjemnych osobników... i mamy to
<Semele> Znasz te znaki?
<Dentor> chwilka, nie wzieliscie dziadka?))
<Bern> ten lancuszek nosil bram Ibrah... znalezliscie go?
<Taiffun> dziadek lezy przy tobie Dentor
<Semele> nie...))
<Dentor> ok))
<Bern> waz nic mi nie mowi
<Amon> nie... znalezlismy staruszka ale to nie Ibrah
<Amon> jak mu było... Fien? krzyczał cos o jakims Hebanie...
* Bern slucha uwaznie
<Semele> Mamy klamrę z węzem naszyjnik z jaszczurka i naszyjnik chyba Ibraha
<Amon> mówia Ci cos te imiona?
<Bern> naszyjnik z jaszczurka nalezy do Ibraha
<Semele> na pewno nie kojarzysz niczego z tych rzeczy? - patrzy podejrzliwie
<Semele> Jak to...
<Bern> mowilem, po drugiej stronie na podbrzuszu jaszczurki powinno byc piec kresek
<Amon> powiedz, jak wyglada Ibrah?
* Semele obraca naszyjnik...
<Bern> jest wysoki chudy i ma biala brode
<Taiffun> Semele, piec rownoleglych krotkich naciec
<Amon> hmm... jakby to...
* Semele wzdycha...
<Semele> hmmm Bernie może zechcesz isć z nami?
<Amon> więc chyba mamy Ibraha... ale nie do końca jest soba
<Semele> On ma chyba... hmmm
<Amon> lepiej chodzmy
<Bern> jesli namiot nie musi juz byc pilnowany, moge pojsc
* Amon prowadzi Berna do tylnego wyjscia ambony
* Bern podaza za wami
* Semele idzie za Amonem i Bernem
* Dentor siedzi pograzony w rozmyslaniach
<Amon> ok, powiedzmy że dotarlismy))
<Amon> czy to jest Ibrah? *wskazuje na zwiazanego, nieprzytomnego starca*
<Bern> istotne to on...
* Semele zakłada ręce na piersi
<Semele> To musimy Ci powiedzieć...
<Dentor> Braciszek Bern
* Bern pochyla sie nad Ibrahem
<Semele> że jest on chyba lekko niespełna rozumu
<Amon> odknebluj go
<Bern> co tu zaszlo...
* Dentor ruchem dloni odkneblowuje starca
<Dentor> Semele moglabys przeciac wiezy?
* Amon lekko uderza go w twarz
<Semele> Tak
<Amon> nie
<Amon> wiecie jaki on jest
<Semele> hmmm
<Dentor> Brat Bern powiniene chyba dzialac kojaco na niego
<Dentor> ale dla pewnosci...
<Semele> może jednak je zostawmy
* Dentor przyklada reke do skroni brata Ibraha
<Taiffun> Dentor, wyczuwasz spokojny puls
<Amon> już mu przyłożyłem, powinien się obudzić))
<Dentor> *stara sie wyczuc jego moc i magie jaka moze byc w nim*
* Semele opiera sie o scianę
<Amon> tak czy siak krzyczał o jakims Hebanie
<Semele> i o porzaże miasta i wrogach...
<Amon> kiedy naprawdę głosno wykrzyczał jego imię, pojawiło się pięciu zamaskowanych postaci
<Amon> *krzywi twarz na wposmnienie zwłok*
<Amon> *wspomnienie))
<Taiffun> Dentor, marne w nim pole magiczne
<Taiffun> budzi sie...
<Amon> o co w tym chodzi? Kim jest Heban?
<Taiffun> patrzy tepo na was
<Taiffun> nie mowi ani slowa
<Taiffun> ma wciaz spokojny puls
<Amon> jak tam, starcze? Znowu wołacie Hebana na pomoc?
<Bern> Ibrahu... kazanie jutro...
<Taiffun> nie odzywa sie
<Amon> daj mi tego węża... *podchodzi do Semele*
<Dentor> Mhm... moze stracil pamiec .. kazanie jutro...
<Taiffun> nie odzywa sie
<Amon> daj mi tego węża... *podchodzi do Semele*
<Dentor> Mhm... moze stracil pamiec
* Semele podaje węża Amonowi
* Semele siedzi cicho...
* Amon macha wężem przed oczami Fiena
<Fien> dobrze <szepce>
<Fien> czego ode mnie chcecie
<Amon> Ibrah. Co mówi Ci to imię?
<Fien> To ja.
<Amon> Heban. Co to Ci mówi?
<Fien> To bostwo.
<Amon> Pięci zakapturzonych drabów. Wiesz cos o tym?
* Semele patrzy z niedowierzaniem na Ibraha
<Fien> MOj nowy pan.
<Amon> wszystko jasne
<Fien> To posilki.
<Dentor> Hm...
* Bern ma pol reki w ustach
<Dentor> Zdaje sie ze gilotyna jeszcze dzis zagra
<Amon> eech... nienawidzę kosciołów... zawsze to samo... pomocy, i pomocy, ale na stos mnie chcieli wsadzić
<Amon> radzcie sobie sami!
<Semele> szaleniec...
<Semele> ja od tego umywam ręce
<Dentor> Zdrajca
<Semele> czekam za zapłatę Bernie
<Amon> znalezlismy Ibraha
* Bern waha sie co zrobic
<Dentor> Braciszek powinien zawolac jakas straz i powiadomic o ewentualnym zagrozeniu
* Bern rzuca wam sakiewke z zaplata
<Dentor> Bo z tych co nas zaatakowali 2 czmychnelo
<Bern> zabijcie go
<Amon> kogo?
<Semele> nie...
* Bern wskazuje na Ibraha
<Semele> sam to zrób jak chcesz
<Amon> nie jestesmy mordercami
<Semele> chodzcie...
<Amon> ale jest inne wyjscie
* Semele podnosi woreczek z zapłata
<Bern> juz mowiles o jakichs zwlokach, mlodziencze...
<Bern> zdaje mi sie ze sa swieze
<Amon> ale oni byli uzbrojeni, to była obrona
<Amon> a to jest zwiazany starzec
<Semele> Oni nas zaatakowali
<Bern> ale stanowi zagrozenie
<Semele> nie będziemy zabijać zwiazanego bezbronnego człowieka
<Bern> ma autorytet
<Bern> tylko martwy bedzie bezpieczny
<Semele> to już Twój problem
<Semele> Twoja wiara
* Amon podchodzi do Fiena
* Bern wyciaga reke oczekujac na noz
<Amon> kim jest Heban?
<Semele> Nie sadzisz chyba że my ci damy narzedzie?
<Fien> Mym Panem.
<Amon> i gdzie on jest?
<Dentor> Wiesz osobiscie to
<Fien> W ksiegach i prawie
<Dentor> radzilbym oglosic go zdrajca
<Dentor> zabic na oczach tlumu
<Dentor> i pokazac jak Pan traktuje grzesnikiow
<Amon> tak, i wzmiecić zamieszki?
<Dentor> nie do konca
<Dentor> Ibrah zdaje sie nie byl tu glowa kosciola
<Dentor> Tylko autorytetem
<Dentor> Jego nagle znikniecie
<Dentor> tez wznieci zamieszki
<Dentor> A jesli Bern postawi sprawe jasno
<Dentor> , a za nim jest prawo
<Dentor> ma szanse uniknac problemu
<Dentor> pozbyc sie Ibraha
* Amon siada na ziemi i chwyta się za głowę
<Dentor> i jeszcze jakos uratowac swieto
<Bern> oglosimy odnalezienie go martwego
<Bern> bedzie to dobre wyjscie
* Semele zsuwa się po scianie i chowa głowę w kolanach... - mam dosć
<Bern> tlumy o nim zapomnia
<Semele> chodzmy stad...
<Semele> to już nie nasza sprawa
<Dentor> To Twoj wybor
<Semele> zrobilismy to co do nas należało!
<Dentor> Konrakt wykonany
<Amon> z jednej strony musze zarobić na chleb
* Semele wstaje, wyjmuje z woreczka swoja częsc zapłaty...
<Amon> ale z drugiej... to nie takie proste
* Bern spoglada na was chlodno
<Amon> on *wskazuje na Fiena* nie gada jak wierzacy, ale jak opętany
<Semele> Ja mam dosć... żegnam
<Dentor> nie wyczulem na nim zaklec ani urokow
* Bern ciagnie Ibraha ku kanalom
* Semele wcyhodzi w kierunku obozowiska
<Amon> stój, człowieku
<Dentor> Chyba ze ktos tu osobiste porachunki rozgrywa
* Bern otwiera klape
<Amon> nie pozwolę Ci zamordować tego starca
<Dentor> Braciszku Bernie...
<Dentor> moglbys nam powiedziec
* Amon łapię Berna za szatę
<Dentor> cos o Kulcie Hebana?
<Bern> ponoc to nie wasza juz sprawa
<Dentor> Lubie uzupelniac luki w wiedzy
<Dentor> Moglbys?
<Bern> Heban to patron anarchi, idealnej dyktatury i systemu sadowniczego opartego na jednym czlowieku
<Amon> waska specjalizacja, jesli wtrace komentarz
<Dentor> A Twoj Bog jaki jest?
<Bern> wyznawcy wierza ze taki ustroj jest najlepszym, oddaja czesc Hebanowi, ktorego uosobieniem jest wlasnie glowa kosiciola a wiec i panstwa
<Bern> Badiasz? Badiasz nie wtraca sie do polityki
<Dentor> swoja droga anarchia i dyktatura raczej sie wykluczaja
<Bern> nie znam tego kultu szczegolowo
<Bern> ale jest to polaczenie tych dwoch
<Dentor> Tak po zastanowieniu
<Amon> zaraz, starcze
<Bern> czy moge ciagnac swoje sprawy w swoja strone?
<Amon> powiedziałes że nie znasz symbolu węża
<Dentor> Jesli ktos probuje zaatkowac to miasto
<Amon> ale jednak znasz kult
<Dentor> a my jestesmy w srodku, to oznacza ze mozemy miec problemy
<Bern> kult Hebana zwiazany jest z ksiegami, nie z wezami
<Dentor> moze po prostu zaciagnijmy ich obu do rady miejskiej?
<Dentor> *zwraca sie do towarzyszy*
<Amon> racja
<Dentor> niech oni ich przesluchuja
<Bern> jaki atak?
<Bern> idzcie precz!~
<Amon> ten atak to blef był
<Dentor> A... Taki drobny, nie przejmuj sie
<Dentor> Diabli wiedza blef czy nie blef
<Dentor> biegl na wieze po cos
<Dentor> moze by zamieszki wzniecic
<Dentor> a te 'posilki'
<Amon> ano
<Dentor> mogly byc czescia wiekszych sil
<Amon> zwłaszcza że dwóch uciekło
<Dentor> Do rady miejskiej z nimi?
* Amon zatrzaskuje klapę i staje na niej
<Amon> nie chcę się w to mieszać, ale za dużo istnień wchodzi w rachubę... przyrzekłem, i nie zawiodę
<Dentor> ostatecznie mozna po prostu opowiedziec sie po jednej ze stron w tym puczu...
<Amon> ...tędy drogi nie ma.
<Amon> jestem za rada miejska, Twoim pomysłem zreszta
<Dentor> Pomysl rownie dobry jak inny
<Dentor> zatem mozna sprobowac
<Dentor> Braciszku Bernie, pozwolisz?
<Bern> NIE
<Dentor> Tak myslalem
<Dentor> Ale zdajesz sobie sprawe ze nie masz wyjscia?
<Dentor> Jest nas trojka, nie uciekniesz
<Semele> ekhem 2?))
<Dentor> a nie trojka?))
<Amon> Nef już nie gra))
<Semele> wziełam załpatę i wyszłam... myslałam ze to koniec))
<Dentor> myslalem ze siadla pod sciana))
<Taiffun> m_F, czy to ty mnie zaspamowales wlasnie w komorce?))
<Dentor> nie))
<Semele> sidłam a potem hmmm))
<Semele> moment))
<Dentor> ok, nie zauwazylem))
<Bern> zejdz z klapy!
<Bern> idzcie sobie!
<Bern> przed chwila to nie byla wasza sprawa!
<Amon> to było przed chwila
<Dentor> Odwidzialo nam sie
<Dentor> Moze zrobimy tak... Pobiegne po jakiegos straznika albo po kogos z rady miejskiej
<Dentor> lub Ty pobiegniesz
<Amon> lepiej Ty
<Dentor> *kiwnal glowa*
<Amon> jestes bardziej przekonywujacy *patrzy na swoje podarte, brudne ubranie*
* Dentor wybiega na zewnatrz i rozglada sie po okolicy w poszukiwaniu kogokolwiek z administracji
* Amon uważnie przglada się Bernowi
<Dentor> Taiffun musimy jakies tempo narzucic...))
<Semele> zabijcie go ;)))
<Amon> Taiff przetwarza informacje))
<Taiffun> Dentor, mnostwo dzis strazy w miescie
<Dentor> Swietnie
<Taiffun> sciemnia sie powoli, coraz wiecej strazy z okazji swiat
* Dentor zahacza najblizszego straznika
<Dentor> Witam
<Taiffun> 'witam'
<Dentor> Mam nadzieje ze nie przeszkadzam,
<Dentor> mam dosyc nietypowa sprawe
<Dentor> Tu pod nami
<Dentor> wlasnie odbywa sie zamach stanu
<Taiffun> straznik slucha Cie uwaznie
<Dentor> lub cos w tym rodzaju
<Dentor> Brat Bern chce zabic Brata Ibraha
<Taiffun> gwizdze dwukrotnie i po chwili ma przy sobie dwoch innych
<Dentor> gdyz uwaza ze jest opetany, szalony
<Taiffun> 'prowadz'
<Dentor> lub jest zdrajca
<Dentor> Ale to musicie juz ustalic sami
<Amon> bo w sumie jest))
* Dentor schodzi na dol pod ambone
<Dentor> tzn do Braci i Amona))
<Taiffun> ~~EPILOG~~
<Taiffun> po wyjasnieniu sprawy straznikom, bracia zostali zabrani do koszar na sad
<Taiffun> cos jeszcze wymaga komentarza czy moge napiac ze koniec?...))
<Dentor> a jaki wyrok?))
<Taiffun> nieznany wam
<Dentor> fajnie byloby wiedziec kto byl winny))
<Amon> ano))
<Dentor> bu... Kinder niespodzianka bez niespodzianki))
<Taiffun> dobra))
<Taiffun> Ibrah aka Fien uznany za zdrajce, powieszony, Bern uznany za samosad, zaplacil grzywne
<Taiffun> i ma zakaz wykonywania zawodu ;p))
<Taiffun> KONIEC
<Amon> ufff...
<Amon> Amon. Najgrozniejszy tchórz wszechczasów